piątek, 24 lipca 2015

Rozdział 4 "Prastara jaskinia"

 - Mówiłem Ci, że masz jej nie dotykać! - Syknąłem uderzając dłonią o blat mojego biurka.
 - Nie mogłem pozwolić, żeby zapieczętowała Kisame. Dobrze o tym wiesz. - Itachi przewrócił oczami. - Poza tym nic jej nie jest. Wkrótce po tym, jak zniknęliśmy, sama wsiadła na konia i dojechała do świątyni.
 - Wiesz, bo się domyślasz czy wiesz, bo wysłałeś swojego pupila?
 - Wysłałem. I mam dla Ciebie jeszcze jedną informację. Uzumaki tam był.
Skrzywiłem się niezadowolony.
 - Jeszcze mi powiedz, że ją opatrzył.
 - A mówiłeś, że odwołałeś ogara, który ją śledził.
Zmierzyłem go morderczym spojrzeniem.
 - Zjeżdżaj.
 - Robisz się miękki, braciszku. - Skwitował mój rozmówca, wstał z sofy i ruszył do wyjścia. - Dziewczyna nie brzydka i całkiem silna, ale sprawia, że dziwnie się zachowujesz. A przypomnę Ci jeszcze, że rozmawiałeś z nią tylko raz. - Rzucił mi ostre spojrzenie przez ramię. - Ogarnij się i wróć do starego siebie, inaczej źle się to dla Ciebie skończy.
Po tych słowach wyszedł z mojego biura trzaskając drzwiami.

~☆~

Jaskinie w południowym łańcuchu górskim. Niebieskowłosa demonica wyważyła kratę blokującą wejście do jednej z ziejących ciemnością dziur w skale. Charakterystyczny odgłos towarzyszący zderzeniu metalu z ziemią poniósł się echem w głąb. Pod stopami kobiety zachrzęścił żwir. Wkrótce ponownie nastała niczym niezmącona cisza.

~☆~

Popołudniowe powietrze było dziś wyjątkowo suche. Udałam się więc do stajni z boku świątyni, by dolać Zorzy wody. Wtedy też podjęłam decyzję o poświęceniu jej trochę czasu, weszłam do jej boksu i zaczęłam czyścić jej sierść. Było to wyjątkowo relaksujące zajęcie. Co chwilę przeszkadzały mi jednak moje włosy, więc spięłam je w wysokiego kucyka. Później, gdy przeszłam już do końcowego etapu, czyli pielęgnowania i oczyszczania z brudu kopyt mojego wierzchowca, do środka wkroczył Uzumaki. Posłałam mu lekko zirytowane spojrzenie. Blondyn nie dawał mi nawet chwili pobyć samej, jakbym przy nabliższej okazji zamierzała rzucić się z urwiska.
 - Słuchaj, to urocze, że się o mnie troszczysz, ale jak tak dalej pójdzie, to Ci przyłożę.
 - Wiesz, że nie przestanę. I nie przeproszę, bo nie jest mi ani trochę przykro z tego powodu.
 - No właśnie widzę.
 - Nie złość się. - Oparł się o ściankę boksu i uśmiechnął szeroko. - Nic nie mogę poradzić na to, że mnie pociągasz.
 - Gramy w otwarte karty? - Uniosłam prawą brew z rozbawieniem. - Wiesz, fajny jesteś, ale nie zaiskrzyło.
 - Daj spokój. Widziałem, jak na mnie patrzyłaś.
 - Chwilowe zauroczenie. - Wzruszyłam ramionami. - Cały urok znika, jak zachowujesz się niczym prześladowca. - Dodałam wytykając mu język.
Roześmiał się.
 - Dzięki. To miłe z twojej strony.
 - Zawsze do usług. - Sparodiowałam ukłon, po czym pozbierałam swoje graty i wyszłam z boksu.
 - Wybierasz się gdzieś?
 - Tak. Do domu. Nie przygotowałam się na dłuższą podróż, a potrzebuję ubrań na zmianę i kilku innych drobiazgów. Nie czuję się komfortowo ciągle porzyczając od Hinaty-chan.
 - Pojadę z tobą.
 - Nie pojedziesz. Ostatnio, kiedy Hinata-chan została sama, zaatakował ją Zetsu. Ona nie umie się bronić, a ja tak. Dlatego właśnie dziś pobohaterzysz dla niej. - Poklepałam go po ramieniu, gdy przechodziłam obok niego. - Nie patrz tak na mnie. Nic mi nie będzie. To tylko wyprawa do domu.
 - Tak, a wtedy to była tylko wyprawa po zakupy.
 - Długo będziesz mi to wypominał? Poza tym, sorry że to mówię, ale z jakiej racji przypisujesz sobie do mnie jakieś prawa? Będę robiła, co mi się podoba. - Zmrużyłam gniewnie oczy. - Nie wchodź mi w drogę, Naruto Uzumaki-san.
Po tych słowach zostawiłam chłopaka samego.

~☆~

Późnym wieczorem narysowałam w kuchni nieco większych rozmiarów krąg. Kapłanka obserwowała mnie zaciekawiona, gdy po kolei zapalałam świeczki i wypisywałam zaklęcia po wewnętrznej stronie linii. W końcu stanęłam w środku i odetchnęłam głęboko.
 - Uważaj proszę, aby krąg pozostał nienaruszony. Inaczej nie będę w stanie wrócić tą samą drogą.
 - Pewnie, będę uważać.
 - Dziękuję. - Uśmiechnęłam się do niej lekko. - To do zobaczenia później.
Chwyciłam wysuszone zioła, wymamrotałam zaklęcie przeniesienia i rzuciłam rośliny w podłogę. Płomienie świec rozjarztły się jasnozielonym światłem, pomieszczenie wypełniło się zapachem kwiatów wiśni, a ja dosłownie rozmyłam się na oczach mojej gospodyni.
Chwilę później stałam w kręgu w piwnicy pod moim domem. Odkaszlnęłam czując w powietrzu znajomą woń kurzu i atramentu. Na ślepo odnalazłam drogę do drabiny i wspięłam się na górę. Pod koniec wyciągnęłam rękę i otworzyłam klapę. Już po chwili stałam w salonie niemal w samym centrum. Zwykle wejście zakrywała jedna z ogromnych poduch, która teraz stała odsunięta nieco na bok.
W pierwszym rzędzie poszłam do pokoju. Spakowałam kilka ubrań, drugą parę butów i ciepły koc, bo w nocami zaczynało być już chłodno. Potem wróciłam do salonu i zgarnęłam kilka ksiąg, podstawowych składników do zaklęć oraz kilka magicznych kamieni.
Wtedy też przypadkowo strąciłam jedną ze szkatułek. Wypadł z niej mały, stary zwój. Sięgnęłam po niego zaciekawiona. Zaraz jednak schowałam go z powrotem do skrzyneczki - papier niemal rozpadał się od samego mojego dotyku. Postanowiłam, że spróbuję go odczytać już z powrotem w świątyni.
Pobuszowałam jeszcze trochę po chacie. Później zeszłam z moimi tobołami do piwnicy, zamknęłam za sobą klapę i przeciągnęłam poduszkę z powrotem na swoje miejsce (od spodu przymocowamy miała sznurek, który przechodził przez sęk w desce i wystarczyło za niego pociągnąć, by zakryć wejście). Następnie chwyciłam wcześniej przygotowaną wiązankę ziół i tak samo, jak zrobiłam to wcześniej, rzuciłam nią w krąg na ziemi.

~☆~

 - Czemu Pain nas tu wezwał? - Zapytałem stojącego obok mnie brata.
 - Chyba coś się stało Konan. - Wzruszył ramionami. - Zresztą, sam zaraz nam powie.
Nieco zirytowany usiadłem na wolnym krześle obok i wbiłem wzrok w sufit. Dosłownie chwilę wcześniej skończyłem swoją robotę i zamierzałem wyruszyć na polowanie, gdy przyszedł po mnie Itachi. Musiałem zaczekać, aż nasz boss powie nam, co ma do powiedzenia, i będę mógł iść zaspokoić głód.
Mniej więcej minutę później do sali wpadł zdenerwowany Nagato. Był wyraźnie spięty i gromił spojrzeniem każdego, kto zbyt długo mu się przyglądał. Stanął na środku pomieszczenia, tak by każdy dobrze go widział, i obrzucił zebranych uważnym spojrzeniem. Chciał się upewnić, czy wszyscy już są. W końcu odetchnął głęboko.
 - Jak wiecie, zeszłej nocy wysłałem Konan do jaskini, by zdobyła dla nas pewien potężny artefakt. - Zaczął. - Rzecz w tym, że grota była objęta równie potężnym zaklęciem i teraz musimy ją stamtąd wydostać.
Deidara uniósł rękę.
 - Wiemy, co to za klątwa?
 - Nie. - Westchnął. - Dlatego będziemy potrzebowali pomocy wiedźmy.
 - Skąd teraz wytrzaśniemy wiedźmę? - Zapytał Hidan.
 - Zgłośmy się do tej różowej. - Powiedział Kisame. - Chętnie ją znowu spotkam. - Dodał złowieszczym tonem.
Kurwa.
 - Mówisz o tej małej, co skopała Ci dupę? - Spytał szyderczo Orochimaru.
 - Spierdalaj gadzie. - Warknął w odpowiedzi Hoshigaki.
 - Jak ona się nazywa? - Zapytał rudowłosy.
 - Sakura. Sakura Haruno. - Odpowiedziałem. - Chciałem ją sobie zaklepać, ale wszyscy zaczęli się wpierdalać. - Dodałem zirytowany.
 - A co, fajna jest? - Dopytywał Hidan.
 - Na nie fajną bym nie spojrzał. - Prychnąłem.
Nieśmiertelny i Deidara wybuchnęli śmiechem.
 - Tak jest zawsze młody, nie przejmuj się. - Poklepał mnie po ramieniu Kakuzu.
 - Znasz ją? - Zwrócił się do mnie Pain.
 - Tak.
 - W takim razie pójdziesz ze mną. Itachi i Kisame, wy też. Reszta idzie pod jaskinię i czeka na nas. - Rozkazał. - W międzyczasie niczego nie rozwalcie. - Dodał z wyraźnym zirytowaniem.

~☆~

Po powrocie blondyn nadal się na mnie trochę boczył, ale w zasadzie szybko zapomniał o naszej kłótni. Przeprosił i powiedział, że trochę się zapędził. Machnęłam na to ręką i już do tego nie wracaliśmy. I wszystko było fajnie, we czwórkę jedliśmy kolację w przyjaznej atmosferze, kiedy to poczułam, że coś jest nie tak.
 - Czujecie to? - Spytałam odkładając widelec na talerz.
 - Wzrost mrocznej energii. - Powiedział Naruto.
 - U podnóża gór. - Uzupełnił Jiraya-sama.
 - Trzeba to sprawdzić.
Niebieskooki westchnął zrezygnowany.
 - Chciałbym powiedzieć, żebyś tu została, a ja to sprawdzę, ale i tak byś poszła.
 - Jak dobrze, że już to wiesz.
Przewrócił oczami.
 - Ale nie oddalaj się ode mnie. - Zastrzegł.
 - Dobrze mamo. - Wytknęłam mu język.
Jiraya-sama zachichotał.
 - Cała ta sytuacja nie zapowiada się ciekawie, ale wy i tak jesteście tacy sami. To przywraca wspomnienia. - Przeciągnął się, aż strzyknęły mu stawy. - Dobra. Naruto, bierz Sakurę i lecimy.
 - Jak to: bierz Sakurę? - Zdumiałam się.
 - Fakt, nie wyjaśniliśmy Ci tego. - Uświadomił sobie Uzumaki. - Jestem w połowie Kitsune i w połowie człowiekiem, ale dodatkowo Jiraya-sama jest moim mistrzem. Dzięki niemu przebudziłem w sobie moc, która z kolei pozwoliła mi połączyć się z żywiołem wiatru. - Wyjaśnił.
 - Och, rozumiem. W takim razie chodźmy.
Wypadliśmy przed świątynię pozostawiając zdezorientowaną kapłankę w kuchni. Zrobiło mi się jej szkoda. Jednocześnie należała do tego świata, a jednocześnie nie. To musiało być męczące. Moje rozmyślania przerwał jednak Naruto. Spojrzał mi prosto w oczy.
 - Zaufaj mi i nie szarp się.
Skinęłam głową. On i białowłosy w tym samym momencie rzucili się biegiem w stronę urwiska. A że blondyn trzymał mnie za nadgarstek, ja nie miałam innego wyjścia, jak zrobić to samo. Przepaść była bliżej z każdym krokiem. Raz, kozie śmierć! - pomyślałam odbijając się od ziemi, po czym runęłam w przepaść. Zacisnęłam nerwowo powieki czując na skórze pęd powietrza. Chwilę później poczułam jednak, jak silne ramiona obejmują mnie w pasie. Rozchyliłam powieki. W oczy od razu rzucił mi się wielki uśmiech na jego twarzy.
 - Co Cię tak bawi?! - Próbowałam przekrzyczeć świszczący wiatr.
 - Zabawnie wyglądałaś, kiedy tak spadałaś z zamkniętymi oczami! - Odkrzyknął.
 - Nie zamykałabym ich, gdybym Ci nie ufała, pacanie!
 - Niezmiernie mnie to cieszy!
Chciałam odpowiedzieć mu coś jeszcze, ale wtedy jego oczy zalśniły srebrzyście. Podmuch wiatru pochwycił nas i już więcej nie spadaliśmy w dół - tym razem lecieliśmy. Tak naprawdę, bez żadnych skrzydeł czy zaklęć. Korzystaliśmy z magii wiatru, z żywiołu, skąd wywodziło się latanie. Roześmiałam się radośnie, czując złudne poczucie wolności. Jiraya-sama, który leciał tuż obok, zawtórował mi. Blondyn pokręcił głową.
 - Dzieci. - Stwierdził.
On jednak również się uśmiechał. Radość z lotu na moment przyćmiła nam cel. Wkrótce jednak wyminęliśmy głaz, który zasłaniał nam widok na podnóże góry i uśmiechy zniknęły nam z twarzy. Na dole stało czterech mężczyzn. Trzech z nich już znałam. Byli to Sasuke, Itachi i Kisame. Poza nimi był tam jednak ktoś jeszcze. Rudowłosy demon od którego biła prawdziwa potęga.
 - Pain. - Powiedział osłupiały Naruto.
 - Mogłem się domyślić. - Stwierdził Jiraya-sama. - Tylko on posiada tak miażdżącą aurę.
 - On też jest demonem, więc nie może wkroczyć na świętą ziemię, prawda?
 - Zgadza się. Ale jest tak silny, że bez problemu by nas z niej wykurzył, także akurat w jego przypadku na niewiele by się nam to zdało. - Odparł białowłosy.
 - Teraz to i tak nieistotne. - Westchnęłam. - Wygląda na to, że chcą porozmawiać. Chodźmy do nich.
Nie byli zachwyceni, ale posłuchali mnie. Demony dostrzegły nas w momencie, gdy obniżaliśmy lot. Wylądowaliśmy pięćdziesiąt metrów przed nimi, wciąż jeszcze na świętej ziemi. Naruto wypuścił mnie niechętnie ze swoich objęć. Zapadła cisza. Mierzyliśmy się wzajemnie badawczymi spojrzeniami. Przeciągająca cisza zaczynała mnie już drażnić, postanowiłam więc odezwać się jako pierwsza i już otwierałam usta, jednak uprzedził mnie rudy.
 - Sakura Haruno, wiedźma i była uczennica Tsunade, tak?
 - Zgadza się. - Uniosłam brwi. - A Ty to przywódca Akatsuki, Nagato Pain, najbardziej popaprany z popapranych, tak?
Kąciki jego ust drgnęły.
 - Trzeba przyznać, że masz jaja, czarownico. - Stwierdził z rozbawieniem.
 - Mów mi brawura. Jaką masz sprawę?
Może się wam wydawać, że naprawdę się nie bałam. Ha! Dobre sobie! Tylko, że gdy odczuwałam prawdziwy strach, przybierałam właśnie taką postawę: bezczelnej, aroganckiej i pewnej siebie. W środku płakałam zrozpaczona nad własną głupotą. Ale słowo się rzekło, nie mogłam niczego cofnąć.
 - Konkretna dziewczyna. Dobrze się składa. - Spojrzał się prosto w mojego oczy. - Potrzebuję Cię, byś pomogła wydostać mi mojego człowieka.
Popatrzałam na niego z lekkim niedowierzaniem. Rzuciłam okiem za siebie, ale zarówno Jiraya-sama, jak i Naruto, byli w równym szoku, co ja. Wróciłam spojrzeniem do rudowłosego.
 - Podaj mi choć jeden powód, dla którego miałabym Ci pomóc. - Zarządałam.
 - Na pewno jest coś, co mogę dla Ciebie zrobić. - Stwierdził z pewnością w głosie. - Jak nie teraz, to później. Jestem najsilniejszym demonem stąpającym po tej ziemi. Przysługa u kogoś takiego, jak ja, byłaby dla Ciebie asem w rękawie.
 - Zajeżdża podstępem. Gdzie twój człowiek jest uwięziony?
 - Dużo chciałabyś wiedzieć.
 - Bez tej informacji nawet nie rozważę twojej propozycji.
Napiętą atmosferę przerwał nieco histeryczny śmiech Jirayi-sama.
 - Jesteś do niej bardzo podobna. - Wydusił tylko.
Zignorowałam staruszka. W ostatnich dniach miał chyba nieco za dużo na głowie. Kiwnęłam na Naruto i wskazałam mu wzrokiem białowłosego. Blondyn skinął głową i odprowadził wytrąconego z równowagi mężczyznę na bok.
 - Pradawna jaskinia w południowym łańcuchu górskim. - Odezwał się w końcu Pain.
 - To by się zgadzało. - Mruknęłam do siebie. - Nie pomogę wam. Wiem, co chcecie stamtąd wyciągnąć. - Dodałam głośniej. - A teraz sorry, mam ważniejsze rzeczy do roboty.
Obróciłam się do nich plecami.
 - Zniszczę cały świat, jeśli nie zmienisz zdania. Wciąż obstawiasz przy swoim?
Spojrzałam na niego obojętnie.
 - Sprawdź mnie.

1 komentarz:

  1. Na początku rozdział wydawał się trochę nudny ale gdy czytałem dalej to normalnie popłakałam się ze śmiechu np.- Spierdalaj gadzie. - Warknął w odpowiedzi Hoshigaki. Albo- Chciałem ją sobie zaklepać, ale wszyscy zaczęli się wpierdalać. - Dodałem zirytowany. No nie mogę ale wrócimy do konkrety. Pani prosi kogoś o pomoc coś niezwykłego no ale sam sobie nie poradzi. A Sakura jak zwykle daje czadu:) fakt boi się go ale dalej jest nie umieją. Ciekawi mnie jedno czy Na a to zniszczy świat czy nie może to blef ale jak bardzo będzie wiarygodny to się okaże w następnym rozdziale czekam i dodaj szybko nexta :D

    OdpowiedzUsuń