wtorek, 25 sierpnia 2015

Rozdział 9 "Przesłuchanie"

 - Gdzieś Ty była?! - Krzyknął wściekły blondyn od samego progu.
 - Nie ma to jak ciepłe powitanie. - Mruknęłam, po czym dodałam już głośniej. - Na wycieczce krajoznawczej. Nie wolno mi?
Skrzyżował obie ręce na klatce piersiowej i zmrużył oczy.
 - Sakura... - Warknął.
Ups... Chyba naprawdę jest zły - pomyślałam.
 - W zasadzie, to dokładnie nie wiem. - Westchnęłam zrezygnowana wchodząc do świątyni. Uzumaki natychmiast mnie dogonił i szedł obok mnie, wciąż nie spuszczając ze mnie swojego spojrzenia. - Obudziłam się cholera wie, jak daleko stąd, na małej polance w lesie.
 - Nikt nie mógł Cię stąd wynieść. Sama musiałaś tam pójść.
 - Poniekąd masz rację.
 - Wiesz, kto to zrobił?
 - Wiem. Ale nie mam ochoty na ponowną konfrontację. Wierz mi, nie jest miły.
 - O kim Ty mówisz? - Zirytował się. - Przecież poza naszą czwórką nikogo innego tu nie ma.
 - To skomplikowane. Gdzie Jiraya-sama?
 - W ogrodzie z Hinatą-chan.
 - Chodźmy tam. Wtedy wszystko dokładniej Ci wyjaśnię. Choć nie będziesz z tego powodu szczęśliwy.
Pół godziny pozostała trójka wpatrywała się we mnie w milczeniu. Nieco skrępowana natarczywymi spojrzeniami odwróciłam wzrok, będąc nagle niezwykle zainteresowaną drzewem wiśni obok mnie. Jednocześnie przygryzłam wargę ze zdenerwowania.
 - Możesz pokazać nam ten list? - Zapytał w końcu białowłosy.
Kiwnęłam twierdząco głową, pstryknęłam palcami i na mojej dłoni pojawiła się drewniana szkatułka. Podałam ją żywiołakowi wiatru i niespokojnie obserwowałam, jak odczytuje list. W końcu go odłożył i w zamyśleniu zaczął bawić się kosmykiem swoich włosów.
 - Co o tym myślisz, mistrzu? - Spytał go zniecierpliwiony Naruto.
 - Nic szczególnego. - Wzruszył ramionami. - Wiemy już, jak Sakura zniknęła ze świątyni. Tego głównie chcieliśmy się dowiedzieć. Pozostaje tylko pytanie, z kim przyjdzie nam walczyć? I ta część... - Wskazał jeden z wersów. - Tu Tsunade wyraźnie podkreśliła, że zawiążemy sojusz z demonami. Będę szczery: nie wiem, jak będzie wyglądała nasza współpraca i się jej obawiam. Z całą pewnością są silnymi wojownikami, ale również nieprzewidywalnymi i bezwzględnymi. Ta bitwa będzie pełna rozlewu krwi, niezależnie od tego, jak potężny będzie nasz przeciwnik.
 - I to jest: nic szczególnego? - Zapytał z rozbawieniem blondyn. - Ale masz rację. Przymierze z demonami... Nie mogę sobie tego wyobrazić.
 - Powinniśmy im o tym powiedzieć?
 - Nie sądzę. - Pokręcił głową Jiraya-sama. - Gdyby Tsunade chciała, sama by ich powiadomiła, albo nakazała Ci to zrobić, chociażby pisząc o tym w liście.
Skinęłam głową.
 - Rozumiem. - Zasłoniłam usta ręką, by stłumić ziewnięcie. - Wybaczcie, ale jestem padnięta. Pójdę się położyć. Muszę odpocząć, nim przybędzie po mnie Uchiha.
Niebieskooki wykrzywił wargi w wyrazie niezadowolenia.
 - Ta część opowieści też mi się nie podoba. - Burknął.
Puściłam jego uwagę mimo uszu i zgodnie z tym, co powiedziałam wcześniej, poszłam spać.

~☆~ 

Wybiła godzina dwudziesta trzecia trzydzieści, gdy stanęłam u podnóża gór. Sasuke już na mnie czekał. Rzucił rozbawione spojrzenie wyraźnie zirytowanemu blondynowi u mojego boku i wyciągnął w moim kierunku swoją dłoń.
 - Nie podoba mi się to. - Powtórzył kolejny raz Uzumaki, nim opuściłam święte granice.
 - Tobie ostatnio nic się nie podoba. - Zauważyłam. - Nie martw się. Jutro będę z powrotem. Chyba.
 - Jakie znowu: chyba? - Oburzył się.
 - Och, nie spinaj się tak. Nic mi nie będzie. - Przewróciłam oczami i podałam rękę kruczowłosemu. - Do zobaczenia.
Odpowiedzi nie usłyszałam, bo już zdążyliśmy się przenieść. Tym razem wylądowaliśmy na głównym korytarzu. Popatrzałam z niezrozumieniem na młodszego Uchihę.
 - Musimy jeszcze iść po Itachi'ego.
 - A mogę tu poczekać?
 - Nie ma mowy. Jeszcze znowu mi się gdzieś zgubisz.
 - Ale tam jest od cholery demonów.
 - Jesteśmy w piekle, czego się spodziewałaś? - Chwycił mnie za ramię i dosłownie wepchnął na zatłoczoną salę. - Nie marudź i chodź już. Im szybciej będziemy mieli to z głowy, tym szybciej wrócisz do domu.
Westchnęłam w duchu przyznając mu rację. Ruszyłam za nim, gdy zaczął kierować się do jednego z wielu stolików. Idąc czułam na sobie wygłodniałe spojrzenia innych demonów i w myślach zaczęłam wyklinać swoją sytuację. Czułam się, jakbym przechodziła między wygłodzonymi psami w stroju z surowego mięsa. To się nazywa popularność - pomyślałam ironicznie.
 - O, różowa! - Zawołał Hidan, kiedy dotarliśmy do celu.
 - O, żeluś! - Nie mogłam powstrzymać złośliwego uśmiechu, gdy na jego twarzy odmalowało się zaskoczenie.
 - Dobre, dobre. - Przyznał śmiejąc się cicho.
Moje spojrzenie powędrowało dalej.
 - Hej blondi, jak zwykle kobieco dziś wyglądasz. Miło znów Cię widzieć, Sasori-san. - Niebieskooki rzucił mi krzywe spojrzenie. Ja zaś reszcie skinęłam głową.
 - Pospiesz się Itachi, czas leci. - Pogonił brata Sasuke.
 - Pięć minut Cię nie zbawi. - Odpowiedział mu Itachi kładąc karty na stół. - Royal flush.
Deidara swoje oburzenie przekierował na bruneta, pozostali po prostu odłożyli karty na stół. Zwycięzca zgarnął całą pulę i podniósł się z krzesła zupełnie ignorując klnącego blondyna. We trójkę opuściliśmy pomieszczenie. W milczeniu, dość niekomfortowym dla mojej osoby, udaliśmy się prosto do piwnic. Jeszcze głębiej, do samej paszczy lwa - przeszło mi przez myśl. - W dodatku w towarzystwie niesamowicie rozmownych Uchihów. Oni jednak chyba tak mają...
 - To tu. - Powiedział w pewnym momencie młodszy z braci wskazując potężne, wykonane z kamienia drzwi. - Za pięć minut rozpocznie się pełnia.
Skinęłam głową na znak, że rozumiem. Podeszłam bliżej i przyłożyłam obie dłonie do gładkiej powierzchni. Zamknęłam oczy i przeniknęłam do środka swoim umysłem. Zaraz jednak się wycofałam krzywiąc usta z niezadowoleniem.
 - Nie mam pojęcia, co tam trzymacie, ale to coś jest porządnie wkurwione. - Rzuciłam.
 - Też nie byłbym zachwycony, gdybym siedział tam tyle czasu. - Stwierdził Itachi opierając się o ścianę naprzeciwko wrót.
 - Jakieś... dwieście lat?
 - Więcej. Był tam już, gdy Tsunade zapieczętowała wyjście.
 - Dlaczego więc nie wyszedł wcześniej?
 - Bo wcześniej nie było ku temu odpowiedniej okazji.
Uniosłam brwi.
 - A teraz jest?
Wymienili między sobą porozumiewawcze spojrzenia, na co przewróciłam oczami.
 - Już o nic nie pytam.
 - Właściwie chcieliśmy z tobą o czymś pomówić.
 - Droga wolna.
 - Słyszałaś o legendzie "dziesięciu końcach"?
 - Tak. - Kiwnęłam głową. - Istnieje dziesięć istot zdolnych zniszczyć ten świat. Od jedno do dziewięcio oraz dziesięcioogoniasty, który powstaje po złączeniu pozostałych. Z tym, że dziesięcioogoniasty jest w stanie stworzyć nowy i narzucić na niego swoje prawa. Wielu pragnęło go opanować, ale jak dotąd żadnemu się nie udało. By uchronić świat przed jego mocą wszystkie dziewięć istot rozrzucono po świecie, zapieczętowane w strażnikach, którzy potrafią korzystać po części z ich mocy.
 - Zgadza się. - Oboje powoli pokiwali głową. - Rzecz w tym, że aby uwolnić bestie, potrzebujemy wiedźmy.
 - Chcecie uwolnić ogoniaste bestie? Ha, dobre! Nawet wy nie dacie rady nad nimi zapanować!
 - Dlatego potrzebujemy Ciebie. Wyciągniesz je ze strażników i chwilowo zapieczętujesz w zwojach.
 - Absurd. Nie pomogę wam w czymś tak niebezpiecznym. - Pokręciłam głową. - Ja sama mogę zginąć przy pieczętowaniu, nie wspominając o tym, że bestia będzie próbowała dostać się do mojego ciała, gdy już udałoby mi się ją wydobyć ze strażnika.
 - Wrócimy do tej rozmowy później. - Wtrącił się starszy Uchiha. - Zaklęcie się ujawnia.
Spojrzałam na wrota, które zaczynały delikatnie lśnić. Na framudze po kolei ujawniały się kolejne symbole zaklęcia. Zacisnęłam usta w wąską linię i zmrużyłam oczy. Potem przyłożyłam obie dłonie do powierzchni kamiennych drzwi i wypowiedziałam odpowiednią inkantację w pradawnym języku wiedźm. Podłoże zatrzęsło się, po czym spod drzwi oraz szpary międy nimi buchnął pył. Skrzywiłam się niezadowolona czując drobne ziarenka piasku na wargach. Wtedy jednak wrota się otworzyły, a świątynia stała otworem.
 - I już? - Spytał z lekkim niedowierzaniem Sasuke.
 - I już. - Potaknęłam. - Wiesz, nie wszystkie zaklęcia są widowiskowe. - Dodałam przewracając oczami. - W tej pieczęci chodziło głównie o to, że zdjąć mogła ją tylko inna wiedźma. - Spojrzałam w stronę pogrążonego w mroku korytarza i wzdrygnęłam się czując złowrogą energię bijącą ze środka. - Ja dalej nie idę. Jeśli Tsunade-sama zastawiła jeszcze jakieś pułapki wewnątrz, to już nie mój problem. - Widząc, że żaden z braci nie zwraca na mnie uwagi, prychnęłam zirytowana. - Tak, jasne. Sama trafię do wyjścia, dzięki. - Burknęłam, wyminęłam ich i ruszyłam w drogę powrotną.

~☆~

Przez następne tygodnie trenowałam pod czujnym okiem Pain'a. Uchihowie już ani razu nie poruszali tematu legendy. Co więcej, oboje chodzili, jakby otępiali. Nie byli jednak kontrolowani - właściwie sprawiali wrażenie raczej nieco przytłoczonych zbyt dużą ilością zadań bądź informacji. Postanowiłam to zignorować - ostatecznie to nie była moja sprawa. Poza tym zaczęłam uczyć Hinatę-chan kilku zaklęć obronnych, które wykonać może każdy śmiertelnik - do tego wystarczała sama silna wola. Dodatkowym atutem był fakt, że granatowłosa była kapłanką - duchowa energia nie była jej obca. I, co było dla mnie największym zaskoczeniem, zaczynałam dogadywać się z Czarnym Krukiem - jak to powiedział, "nie spodziewałem się takiego zaangażowania z twojej strony w ćwiczenia w opanowaniu mojej mocy". W ten sposób minął równy miesiąc.

~☆~

Tego dnia byłam naprawdę wyczerpana - zeszłej nocy Pain nie bawił się w naukę. Zamiast tego zarządził sparing z Deidarą. Blondi była zachwycona. Ja już mniej, bo nie mogłam używać mojej magii - Nagato ją zablokował i oznajmił, że muszę radzić sobie z samą energią od istoty Yang w moim ciele. Wygrałam, ale korzystanie z tej siły znacznie mnie osłabiło i kosztowało mnie wiele wysiłku.
 - Jak się czujesz? - Zapytał Uzumaki wchodząc do mojego pokoju.
 - Dobrze. Tylko chce mi się spać.
 - Zanim zaśniesz, możemy porozmawiać?
 - Pewnie. - Podniosłam się do pozycji siedzącej i oparłam o ścianę, by móc patrzeć mu prosto w oczy. - O co chodzi?
 - Czy Ty... - Zaczął powoli. - ... Czy Ty coś do mnie czujesz?
 - Wybacz Naruto, ale jesteś dla mnie tylko przyjacielem.
Milczał chwilę, w końcu jednak skinął głową i spojrzał prosto w moje oczy.
 - W porządku. - Kiwnął krótko głową. - Jeszcze się nie poddałem. - Dodał wstając. Uśmiechnął się czarująco. - Dobranoc.
Wyszedł z pokoju zostawiając mnie samą z moimi myślami.

~☆~

Wieczorem, jak już weszło mi to w nawyk, zeszłam razem z blondynem do podnóża gór. Zaraz za świętą granicą stał młodszy Uchiha. Nigdy tak naprawdę dokładnie mu się nie przyglądałam. Uważnym spojrzeniem obrzuciłam jego sylwetkę. Był podobnego wzrostu, jak Naruto. Kruczoczarne włosy podkreślały jego bladą cerę; dodatkowo w oczy rzucała się głęboka czerń jego tęczówek - nie sposób było dostrzec, gdzie zaczynają się źrenice. Rysy miał łagodniejsze od brata, prawdopodobnie bardziej wdał się w matkę, wciąż jednak były surowe - typowe dla mężczyzn z jego klanu. Poza tym z całą pewnością był wysportowany i przyciągał wiele spojrzeń - o czym przekonałam się między innymi w piekle. To, co jednak przyciągnęło moją uwagę, to jego aura. Była mroczniejsza, niż dotychczas - wcześniej była tak samo potężna, jednak emanowała raczej siłą, niż złem.
 - Nie zjadaj go tak wzrokiem. - Burknął zirytowany Uzumaki.
Kącik moich ust drgnął z rozbawieniem.
 - Przyjżyj się mu. Czujesz to?
 - Demoniczna aura, nic nowego. - Wzruszył ramionami.
Westchnęłam.
 - Cóż, może rzeczywiście tego nie czujesz. Nie ważne, widzimy się jutro.
 - Czekaj. - Chwycił mnie za nadgarstek i szarpnięciem przyciągnąl do siebie, by zamknąć mnie w swoich objęciach. - Uważaj na siebie, Sakura.
Nie ruszałam się przez chwilę zaskoczona, w końcu jednak odwzajemniłam gest, bo stanie nieruchomo stało się niezręczne. Potem wyplątałam się z jego uścisku i przeszłam przez barierę. Kiedy stanęłam obok Sasuke, na jego twarzy niespodziewanie pojawił się złośliwy uśmieszek. Złapał mnie w talii i przycisnął do swojego boku.
 - Oddam ją przed świtem... Może. - Powiedział mierząc Uzumakiego wyzywającym spojrzeniem.
Rozpłynęliśmy się w powietrzu i chwilę później wylądowaliśmy w gabinecie Uchihy.
 - Co to miało być? - Warknęłam rozzłoszczona wyrywając się kruczowłosemu. - Nie masz co robić, tylko prowokować ludzi?
 - Nie ludzi. Tak się składa, że on to w połowie Kitsune, a Ty jesteś wiedźmą. Nie należycie do tej kategorii. - Odparł bezczelnie i wyminął mnie, jak gdyby nigdy nic.
 - Zrób tak jeszcze raz...
 - To co? - Zapytał z kpiącym uśmieszkiem obracając się w moją stronę.
 - Nie lekceważ mnie, Uchiha. - Zmrużyłam oczy. - Bo doprowadzi Cię to do zguby.
Tym razem to ja go wyminęłam i wychodząc trzasnęłam drzwiami, wiedząc doskonale, że go to zirytuje.

~☆~

Kolejnego dnia, w południe - czyli krótko po tym, jak wstałam - do świątyni przybył gość. A raczej goście - i to dość ciekawi. Dwaj łowcy i demonica. Jiraya-sama przyjął ich w ogrodzie.
 - Kogo my tu mamy? - Spytał zaciekawiony łowca, ten starszy.
 - To Sakura Haruno, była uczennica Tsunade.
 - Ach, tak, słyszałem. Moje kondolencje. - Potem srebrnowłosy zwrócił się twarzą do mnie. - Miło mi poznać, jestem Kakashi Hatake. A to mój młodszy brat, Sakumo. A ta rzucająca się blond piękność, to Karumi Uchiha. Złapaliśmy ją kilka dni temu.
 - Więc dlaczego jeszcze jej nie zapieczętowaliście? - Zdziwił się Naruto. - Masz przecież zwój pieczętujący od Tsunade-sama, czyż nie, Kakashi-san?
 - Owszem. - Odpowiedział powoli łowca. - Rzecz w tym, że nie chcemy tego zrobić.
 - Dlaczego? - Zdumiał się blondyn jeszcze bardziej.
 - Bo chcą przywrócić jej człowieczeństwo, prawda?
 - Bez pudła, młoda damo. - Maska na jego twarzy poruszyła się, co pozwoliło mi przypuszczać, że się uśmiechnął. - Właściwie przybyliśmy do świątyni z nadzieją, że Hinata-chan podejmie się egzorcyzmowania Karumi.
 - To będzie wyjątkowo długi, bolesny i mozolny proces. - Powiedziałam zakładając ręce na piersi.
 - Zdecydowanie. - Mówił, wciąż nie spuszczając ze mnie swojego spojrzenia. - Pomożesz nam?
 - Bardzo mi na tym zależy. - Wtrącił się Sakumo spoglądając na mnie z nadzieją.
 - Tak, tak. Pomogę. - Westchnęłam. - Potrzebuję tylko czegoś z czasów, gdy była jeszcze tym, kim była przed śmiercią.
 - Nie mamy niczego takiego.
 - Domyśliłam się. - Mruknęłam. - Zajmę się tym.
 - Nie możesz. - Zaprotestował Naruto. - To zbyt niebezpieczne.
 - Poradzę sobie. - Przewróciłam oczami. - A do tego czasu upewnię się, że się stąd nie wydostanie, a wy będziecie mogli odpocząć po podróży.

1 komentarz:

  1. " - O, różowa! - Zawołał Hidan, kiedy dotarliśmy do celu.
    - O, żeluś! - Nie mogłam powstrzymać złośliwego uśmiechu, gdy na jego twarzy odmalowało się zaskoczenie. " - Kocham ich!! <3. Sakura pomocna ręka zawsze każdemu pomoże, nie zależnie od tego czy jest w trakcie ważnego treningu czy nie. Podoba mi się to ale czasem wydaje mi sie że bez niej nikt by sobie nie poradził. Rozdział ciekawy i daje dużo informacji. :). Podoba mi się fakt dodania Braci Hatake i kuzynki Braci Uchiha, na pewno się wkurzą jak dowiedzą się że ktoś złapał Karuki i że chce ja przemienić w coś czym była kiedyś. :) Mam nadzieje na szybkiego next'a a nie...tyle czekania.!

    OdpowiedzUsuń