wtorek, 25 sierpnia 2015

Rozdział 10 "Kuzynka"

Gdy już narysowałam krąg na samym środku świątyni, Kakashi-san wprowadził do środka Karumi. Stojący w pobliżu Sakumo obserwował wszystko uważnie, co chwila nerwowo przygryzając wargę lub zaciskając dłonie w pięści. Kiedy mężczyzna zostawił demonicę samą, ta naturalnie usiłowała się uwolnić. Co prawda krąg był jeszcze niewystarczająco silny, by utrzymać ją w nim zbyt długo, dlatego też zdecydowałam się wzmocnić go moją mocą.
 - Uwolnienie ziemi: zaklęcie wiążące!
Z marmurowego podłoża wystrzeliły kamienne łańcuchy i spętały szarpiącą się dziewczynę.
 - Czy to ją boli? - Zapytał natychmiast młodszy z braci.
 - Oczywiście, że boli. - Prychnęłam. - Gdy przestanie próbować się uwolnić, łańcuchy przestaną się zaciskać. - Dodałam wzruszając ramionami.
 - Ale nie będzie trwałego efektu? - Dopytywał.
Westchnęłam głęboko, z trudem zachowując cierpliwość.
 - Nie, nie będzie. Kiedy już ją uwolnimy, rany zagoją się samoistnie. Czas regeneracji jest różny, gdyż zależy od siły demona. - Wyjaśniłam spokojnie.
 - Rozumiem. - Kiwnął tylko głową. - Czy możemy teraz zostać sami?
 - Jasne. - Wzruszyłam ramionami.
 - Jeśli pozwolisz, to chciałbym zamienić z tobą kilka słów. - Powiedział Kakashi-san, gdy opuściliśmy pomieszczenie.
 - Ze mną? - Zdziwiłam się.
 - Zgadza się. Jest pewna kwestia, którą chciałabym z tobą omówić. - Odparł uśmiechając się uprzejmie.
 - Och, cóż. - Zmarszczyłam brwi. - W takim razie zapraszam do ogrodu. Naruto i Jiraya-sama chwilowo opuścili świątynię, a Hinata-chan obecnie przygotowuje obiad, więc będziemy mogli tam spokojnie porozmawiać.
 - Idealnie.
Chwilę później siedzieliśmy wygodnie na ławce. Kakashi-san usiadł do mnie przodem i przyglądał mi się uważnie.
 - Widzisz, doszły nas plotki o różowłosej wiedźmie i czarnowłosym demonie. Ponoć czarownica skoczyła z klifu, a potem wyleciała z powrotem na krawędź z pomocą demona. Mogłabyś mi to może jakąś wyjaśnić?
Rozdziawiłam usta osłupiała.
 - A-ale gdzie to było? Jak daleko stąd?
 - Jakieś dwa tygodnie drogi stąd.
 - Och. - Uśmiechnęłam się zakłopotana. - To historia z tych dłuższych, także musi uzbroić się pan w cierpliwość.
Po wyjaśnieniu łowcy całej historii przyglądałam mu się nerwowo. Nie wiedziałam, jak zaraguje na wieść o moich powiązaniach z demonami. Wtedy jednak do ogrodu wkroczył Jiraya-sama. Z uśmiechem na twarzy przywitał się z srebrnowłosym, jak ze starym przyjacielem.
 - Chciałbym pogadać o starych czasach, jak zwykle to robimy przy naszych spotkaniach, ale tak się składa, że będziesz musiał wysłuchać kolejnej, długiej opowieści. - Białowłosy mrugnął do mnie łobuzersko. - Naruto i Hinata-chan są w kuchni, idź do nich. - Dodał, tym razem zwracając się do mnie.
 - Dobrze. - Skłoniłam się pospiesznie i ekspresowo zniknęłam obu panom z oczu.
Zanim jednak dotarłam do kuchni, zatrzymałam się na moment przy drzwiach, za którymi wcześniej zostawiłam Sakumo i Karumi. Ku mojemu zaskoczeniu, nie były zamknięte, a uchylone. Zajrzałam przez szparę do środka i dostrzegłam oboje siedzących naprzeciwko siebie, na ziemi i po turecku - demonica oczywiście w kręgu. Przykładali płasko dłonie do niewidzialnej bariery, która ich oddzielała i w ciszy spoglądali w swoje oczy. Nawet ze swojego miejsca mogłam z łatwością dostrzec w oczach dziewczyny, jaką toczy ze sobą walkę. Poczułam się, jak podglądacz, więc ruszyłam dalej, prosto do wcześniej wyznaczonego celu.
Do pomieszczenia weszłam spokojnym krokiem. Kapłankę i blondyna zastałam w dość ciekawej pozycji. Skrzywiony kitsune leżał na ziemi z dziewczyną leżącą na jego klatce piersiowej. Obok zauważyłam stłuczony dzbanek z porcelany otoczony parującą kałużą. Zasłoniłam usta dłonią, by zdusić w sobie śmiech.
 - To nie tak, jak myślisz! - Rzucił Naruto zrywając się z ziemi i ciągnąc za sobą Hyuugę.
 - A więc nie wpadłeś na Hinatę-chan, gdy ta niosła herbatę i nie wywróciłeś się razem z nią, by uchronić was od poparzenia wrzątkiem? - Spytałam z pobłażliwym uśmiechem, po czym kucnęłam obok zawstydzonej dziewczyny i pomagłam jej ze sprzątaniem.
 - Okay, to dokładnie tak, jak myślisz. - Zaśmiał się zgarniając ścierkę z blatu i wycierając rozlaną ciecz.
Pokręciłam głową z rozbawieniem. Zaraz jednak spoważniałam.
 - Naruto, jest pewna sprawa, o której chcę z tobą pomówić. - Usiadłam na jednym z krzeseł. - Jakiś czas temu Uchihowie pytali mnie, czy znam legendę "dziesięciu końców". Obawiam się, że chcą ją spełnić. Rozmawiałam już z Jirayą-sama na ten temat i mamy dla Ciebie pewną propozycję. - Popatrzałam na niego niepewnie. - Nie musisz się na to zgadzać. Wszyscy wiemy, że to bardzo niebezpieczne. - Dodałam pospiesznie.
Chłopak spokojnie zajął miejsce naprzeciwko i posłał mi uspokajający uśmiech.
 - Już wszystko wiem. Mistrz zdążył ze mną o tym porozmawiać. - Odparł. - Zgodziłem się.
 - Jesteś absolutnie pewny?
 - Tak. - Wyciągnął rękę i chwycił moją dłoń.
Kątem oka dostrzegłam, jak białooka natychmiast odwróciła wzrok. Westchnęłam głęboko. Proszę go o takie poświęcenie, nie mogę odtrącić jego ręki. Z drugiej strony nie chcę, żeby Hinata-chan na to patrzała i wyciągała pochopne wnioski. Delikatnie, lecz stanowczo, uwolniłam się z uścisku blondyna i odchyliłam na oparcie mebla.
 - W porządku. Zajmijmy się tym teraz.
 - Teraz? - Zmarszczył brwi. - Masz trening za kilka godzin.
 - Jak codziennie.
 - Mimo to, akurat dziś dodatkowo będziesz się narażać.
 - Nie mamy na to czasu. Domyślam się już, jak to wszystko się skończy. Jeśli moje przypuszczenia się sprawdzą, musimy się spieszyć. W innym przypadku polegniemy, a z nami cały świat.

~☆~

Okazja nadarzyła się szybciej, niż myślałam. Gdy razem z Uchihą pojawiliśmy się w jego gabinecie, do środka wparował Itachi i zażądał, by ten z nim porozmawiał. Mi nakazał pozostać w środku, gdyż chciał ze mną o czymś pomówić. Wzruszyłam więc ramionami i oznajmiłam, że poczekam jedynie pięć minut. Gdybym zareagowała inaczej, mógłby coś podejrzewać. Kiedy wyszedł, natychmiast rozpoczęłam poszukiwania. Bo oni nie mogą trzymać pamiątek rodzinnych gdzieś w swoim otoczeniu, by przypominały im one o ich bliskich! - marudziłam w myślach. Nerwowo zerkając na zegarek zajrzałam do kolejnej szuflady. W końcu zrezygnowana wróciłam na swoje miejsce. Nie ma szans, żeby trzymał coś takiego w gabinecie - myślałam gorączkowo. - Pozostaje świątynia Uchiha i... sypialnie braci. Ale przecież nie właduję się do łóżka jednego z nich! Aż tak bardzo poświęcać się nie będę!
Nawet nie zauważyłam, że zaczęłam nerwowo krążyć po pokoju z rękoma założonymi z tyłu, na plecach. Mniej więcej chwilę później do gabinetu wrócił Sasuke. Uniósł brwi widząc, jak "spacerowałam" po pomieszczeniu. Zauważyłam go dopiero chwilę później.
 - A tobie co?
 - Chormony. - Palnęłam pierwsze, co przyszło mi do głowy. Zaraz jednak poczułam, jak na policzki wstępuje mi rumieniec. Mentalnie zaliczyłam facepalma. Brawo Sakura, świetne wytłumaczenie. - Nie to miałam na myśli. Nie ważne. Nie słuchaj mnie. Po prostu już chodźmy. - Mruknęłam zażenowana. Na jego twarzy odmalowało się rozbawienie. - Nie nabijaj się ze mnie! - Oburzyłam się. - Ostatnio mam trochę na głowie, czasami zdarza mi się powiedzieć coś głupiego.
 - Och, czyżby? Skończyły Ci się podpaski, a okres w pełni? - Zapytał kpiąco.
Na mojej twarzy wykwitł bezczelny uśmieszek.
 - Bardziej martwiłabym się na twoim miejscu. Jeszcze gumki Ci się nie skończyły, przy pieprzeniu tych wszystkich dziwek? A może masz zapas?
Zmrużył oczy, wyraźnie niezadowolony z mojej uwagi, jednak nie stracił rezonu.
 - Nie pieprzę się z każdą. Musi spełniać moje wymagania.
 - Och, muszą być niewiarygodnie wysokie, skoro posuwasz Karin. - Prychnęłam.
 - Karin czasami się przydaje i posiada, co trzeba.
 - Jest pod ręką, więc czemu by nie skorzystać, co?
 - Nie powiem, że nie. - Zbliżył się do mnie, a gdy chciałam się odsunąć, mocno chwycił mój nadgarstek i przycisnął do ściany. Następnie przyłożył obie dłonie do ściany po obu stronach mojej głowy, by uniemożliwić mi ucieczkę. - A tak właściwie, czemu interesują Cię moje sprawy łóżkowe? Chcesz skorzystać? - Zapytał uśmiechając się złośliwie.
 - No chyba, kurwa, nie. - Spróbowałam go odepchnąć, ale nic z tego. Był zbyt silny. - Wypuść mnie, albo nie odpowiem na twoje pytania. - Zagroziłam.
Zmierzył mnie uważnym spojrzeniem i dopiero wtedy się odsunął.
 - Wiem, że do waszej świątyni przybyło dwóch łowców. Z demonem.
 - Skąd to wiesz?
 - A kto wyśledził Ciebie?
 - No tak, ogary. Tak, to prawda. I co w związku z tym?
 - To moja kuzynka.
 - To też wiem. Do czego zmierzasz?
 - Chcę, żebyście nam ją oddali.
 - Nie mnie o tym decydować. - Założyłam ręce na piersi. - Należy do łowców. Oni zdecydują, co z nią zrobić.
Warknął zirytowany i chwycił mnie za ramię. Syknęłam z bólu, czując jego wpijające się w moją skórę palce.
 - Nie rozumiesz. Egzorcyzmy kapłanki, czy twoje, jej nie odmienią. Jest Uchiha. Takie zaklęcia przysporzą jej jedynie bólu i nic poza tym.
 - Oczywiście. Bo wy jesteście tacy wyjątkowi. - Wyrwałam ramię z jego uścisku. - Goń się, demonie. Nie mam z tobą o czym rozmawiać. A to, co łowcy zrobią z twoją kuzynką, nic mnie nie obchodzi.
Obróciłam się napięcie i ruszyłam do drzwi.
 - Będziesz tego żałować, Haruno.
 - Na pewno, Uchiha. Do tego czasu, nie mów do mnie więcej, niż to konieczne.
Z dumnie uniesioną głową wyszłam z pokoju i swoim zwyczajem trzasnęłam drzwiami. Nawet nie widząc wyrazu jego twarzy wiedziałam, że skrzywił się rozzłoszczony. Gdy wyszłam już na korytarz zrozumiałam, że mam jeszcze sporo czasu do treningu: Sasuke zabrał mnie wcześniej, gdyż doliczył czas na naszą "rozmowę". Wahałam się tylko przez chwilę. Następnie pewnym krokiem ruszyłam przed siebie.
Zasada numer 1: jeśli wyglądasz, jakbyś wiedziała, co robisz, inni również w to uwierzą.
Minęłam parę demonów, te jednak nie zwróciły na mnie większej uwagi - większość zdążyła się już przyzwyczaić do mojego widoku. Miałam jednak to nieszczęście, by wpaść na Karin. Zmierzyła mnie wrogim spojrzeniem, odrzuciła włosy za siebie i zastąpiła mi drogę.
Zasada numer 2: dziwka dziwką pozostanie.
 - Czego się włuczysz, wiedźmo?
 - Idę na trening, ladacznico. Swoją drogą, twój "ukochany" ma dziś zespół napięcia przedmiesiączkowego. Może pójdziesz się nim zająć?
Odruchowo zerknęła w stronę, z której przyszłam, zaraz jednak skrzywiła się rozgniewana.
 - Nie będziesz mi mówić, co mam robić! - Syknęła.
Zaraz jednak podążyła dokładnie w kierunku gabinetu wyżej wymienionego pana. Pokręciłam z niedowierzaniem głową, po czym ruszyłam dalej przed siebie. Ku mojemu zadowoleniu, więcej nikogo nie spotkałam i bez problemu dotarłam do skrzydła mieszkalnego. Wtedy jednak stanęłam przed dylematem. Sypialnia młodszego czy starszego z braci? W końcu jednak wybrałam tą pierwszą - Sasuke w pokoju nie było na pewno.
Mój wybór okazał się trafny - na półkach stało kilka ramek ze zdjęciami, na jednym z dolnych regałów dostrzegłam kilka wiekowych albumów, a na jednej z komód stała figurka ze szkła. Najwyraźniej Sasuke miał jakiś sentyment do swojej przeszłości. Skupiłam się jednak na moim zadaniu - trzeba było znaleźć coś, co należało do Karumi.
Zaczęłam od albumów. Często między kartki wkładało się różne przedmioty. Swoją drogą, Uchihowie mieli zaskakująco pokaźny zbiór zdjęć - w życiu nie posądziłabym ich o zabawę z aparatem. Szczególnie, że jest to przedmiot drogi i rzadki. Choć nie miałam czasu, rzuciłam też okiem na kilka z nich. Ostatecznie nie znalazłam nic należącego do demonicy. Co jakiś czas zerkając na zegarek dalej przeszukiwałam pokój.
W pewnym momencie, w jednej z komód, znalazłam drobną szkatułkę z wyrytym symbolem klanu. W środku odnalazłam długie pióro, z całą pewnością należące do gryfa. Zmarszczyłam brwi obracając przedmiot w palcach. Gdzieś już je widziałam - pomyślałam. Wtedy przypomniało mi się jedno ze zdjęć w albumie - to z dzieciństwa całej trójki. Dzieci uśmiechały się lekko do osoby stojącej za aparatem i z dumą prezentowały pióro. Najwyraźniej skradły je z gniazda drapieżnika podczas jego nieobecności.
 - Czas się zwijać. - Stwierdziłam chowając przedmiot do sakiewki przy pasie. Wtedy z przerażeniem usłyszałam kroki z korytarza. - Niech to szlag.
Czym prędzej zatarłam ślady mojej obecności i wskoczyłam do szafy. Nie było zbyt wygodnie, ale to, o czym w tamtej chwili myślałam, dotyczyło raczej rozpaczliwej nadzieji, iż Sasuke nie miał zamiaru się przebierać. Do pomieszczenia wkroczyły dwie osoby. Bracia Uchiha. Kłócili się chwilę o to, co mają zrobić w sprawie Karumi - atakować, czy jeszcze poczekać. Nie byli zdecydowani, gdyż problem leżał we mnie - na tamten czas byłam uczennicą Pain'a. Ostatecznie uznali, że omówią tą sprawę z szefem po moim treningu. Wtedy dotarło do mnie, że muszę się jakoś na niego dostać. Niestety, tylko Itachi wyszedł. Sasuke najwyraźniej nigdzie się nie wybierał. Na domiar złego chwilę później do jego sypialni wparowała Karin. Muszę się stąd wydostać, natychmiast! - przemknęło mi przez myśl.
 - Sasuke-kun, co powiesz na kąpiel? - Spytała przesłodzonym głosem.
 - Może być. - Odparł.
Zbawienie! - krzyczał mój umysł. Ich kroki ucichły ostrożnie wyjrzałam przez dziurkę do klucza. Gdy ich nie dostrzegłam, błyskawicznie wyskoczyłam z mojej kryjówki i zbiegłam z miejsca zbrodni. Na salę gimnastyczną wpadłam zziajana, na co rudowłosy uniósł pytająco brwi.
 - Zamyśliłam się idąc tu i skręciłam w zły korytarz, potem się zgubiłam i trochę pokręciłam, nim udało mi się dotrzeć do miejsca, które już znałam. Przepraszam. - Wydyszałam. Zaraz jednak się ogarnęłam. - Zaczynamy?
 - Tak. - Kiwnął głową przyjmując moje wyjaśnienia. - Ale przed tym zrobisz pięć okrążeń za spóźnienie.
Westchnęłam cierpiętniczo, zaraz jednak zabrałam się za wykonanie polecenia - wciąż pamiętałam, co boss Akatsuki powiedział mi przy pokazywaniu sali treningowej po raz pierwszy. Nie chciałam sobie u niego grabić bardziej, niż już miałam. Po rozgrzewce na salę przyszedł Hidan. Tego dnia miałam ćwiczyć razem z nim walkę bronią, którą wzmacniałam energią Yang. Pod koniec treningu przyszli obaj bracia.
 - Koniec na dziś. - Oznajmił Pain. Sapnęłam cicho i z ulgą oparłam się plecami o lustrzaną ścianę.
 - Co różowa, zmęczyłaś się? - Zapytał wrednie srebrnowłosy.
 - To patrzenie na twój krzywy ryj mnie tak zmęczyło, żeluś. - Odpyskowałam.
 - Ty, gówniaro, bo jak Ci kości przetrzepię, to się nie pozbierasz! - Warknął, z jego twarzy nie schodził jednak uśmiech.
 - Uuu, ja Cię, stare próchno mi grozi!
 - Lepiej nie podskakuj, bo zaliczysz glebę!
 - A Ty lepiej pilnuj własnego nosa, bo Ci go utrę!
 - Dosyć! - Podniósł głos wyraźnie zirytowany Nagato.
 - Przepraszamy. - Odpowiedzieliśmy niemal natychmiast, wcale jednak nie sprawialiśmy wrażenia skruszonych.
Rudy przejechał zrezygnowany dłonią po twarzy.
 - Wynocha. Nie chcę was widzieć. - Syknął. - A wy czego tu chcecie? - Tym razem zwrócił się do Uchihów.
Ja i Hidan wymieniliśmy łobuzerskie uśmiechy i chichocząc ewakuowaliśmy się z sali.

1 komentarz:

  1. Po mimo tego, że zbyt wiele się nie działo to bardzo mi się podobał ten rozdział. :) Napisałaś go tak idealnie, że nie potrzebowałem w nim żadnej walki czy potyczki. :) Słowa jakich użyłaś zastąpiły mi dobrą zabawie przy czytaniu walk. Co do fabuły rozkręca się nam to wszystko i dobrze o to przecież chodzi:) czekam z niecierpliwością na next'a. :D
    PS. Więcej tak napisanych rozdziałów + jakieś walki by się przydały, znasz mnie lubię je :*

    OdpowiedzUsuń