wtorek, 20 października 2015

Rozdział 12 "Więzi"

Minęło kilka dni.
Karumi w pełni się zregenerowała i przypomniała sobie kim była, nim stała się demonem. A była Dragonem, tak jak cały ród Uchihów... Przed rzeźnią. Ale to już dłuższa historia, na inny rozdział. A więc Dragony to gatunek istot stworzonych setki lat temu z połączenia człowieka i smoka. Gdy decydują się użyć swoich nadprzyrodzonych zdolności ich ciało pokrywają ciemnoczerwone łuski, które stanowią niezwykle skuteczną ochronę przed atakami, poza twarzą - ją jedynie okalają po bokach. Również tęczówki ulegają zmianie - ich naturalna barwa ustępuje różnym odcieniom czerwieni - rubinowe, karmazynowe, szkarłatne, bordowe, krwistoczerwone... Można by wymieniać w nieskończoność. Poza tym, co pewnie nikogo nie zdziwi, wyrastają im z łopatek skrzydła. Wielkość jest różna. Nikt, jak dotąd, nie rozszyfrował zależności.
Również Naruto wybudził się ze swojego snu. Kurama pomyślnie zaadoptował się w nowym nosicielu. I, co ciekawe, od razu zaczął dogadywać się z Uzumakim oraz użyczać mu swojej mocy. Jiraya-sama zabrał więc blondyna z powrotem do jego domu i tam zaczął go intensywnie trenować pod tym kątem.
Poza tym łowcy na jakiś czas postanowili zostać w świątyni.

  ~☆~  

Tego dnia, gdy miałam już schodzić do podnóża gór, zatrzymała mnie Karumi. Wyglądała na poddenerwowaną i zdeterminowaną jednocześnie. Zaciskała dłonie na nieco za dużym dla niej kimonie pożyczonym od Hinaty-chan i oddychała nierówno, co uświadomiło mi, że biegła, by mnie dogonić.
 - Co się stało? - Zapytałam.
 - Chcę porozmawiać z moim kuzynem. Wiem, że to on przychodzi po Ciebie, gdy idziesz na treningi. - Wyrzuciła z siebie na jednym tchu.
Zmarszczyłam brwi.
 - Jesteś tego pewna?
 - Tak.
 - Co na to Sakumo?
 - On o tym nie wie. - Mruknęła markotniejąc.
 - Powinnaś mu powiedzieć. Będzie się martwił.
 - Jak się dowie, to mnie nie puści.
Westchnęłam zrezygnowana.
 - Nie może Ci tego zabronić. - Zauważyłam. - To naprawdę nie jest dobry pomysł zatajać przed nim prawdę, ale jak uważasz. To twoja decyzja.
Wahała się chwilę.
 - Poczekasz na mnie?
 - Pewnie.
Kiwnęła krótko głową i zniknęła z powrotem w świątyni. Dziesięć minut później wróciła w towarzystwie swojego chłopaka, który z wyraźnym niezadowoleniem marszczył brwi. Gdy razem z blondynką zszedł po schodach skupił na mnie swoją uwagę.
 - Mogę Ci zaufać?
 - To zabawne, że pytasz o to dopiero teraz. - Przewróciłam oczami. - Będę miała na nią oko, wystarczy?
Srebrnowłosy westchnął zrezygnowany, nachylił się nad dragonką i ucałował ją w czubek głowy.
 - Nie zrób niczego głupiego. - Poprosił, po czym odwrócił się i chwilę później zniknął za drzwiami.
 - To co, idziemy? - Spytała dziewczyna.
 - Tak.
Chciałam skierować się prosto na ścieżkę prowadzącą w dół, wtedy jednak poczułam, jak drobne ramiona dziewczyny obejmują mnie pod biustem i wznoszą w górę. Zaskoczona spojrzałam na nią przez ramię. Karumi przybrała swoją smoczą formę. Właściwie pierwszy raz widziałam ją w pełnej przemianie. Jej tęczówki lśniły rubinowo, skrzydła sięgały znad jej głowy aż do kolan, a ciało pokrywały gładkie łuski, niczym zbroja.
 - Tak będzie szybciej. - Wyjaśniła i zaśmiała się widząc moją minę.
Poszybowałyśmy w dół, aż zaparło mi dech w piersiach, po czym łagodnym łukiem obleciałyśmy górę. Kilka minut później wylądowałyśmy u celu. Sasuke jeszcze nie było. Blondynka przybrała na powrót ludzką formę i zaczęła nerwowo przechadzać się wokół mnie. Uśmiechnęłam się do niej kojąco chcąc ją tym nieco uspokoić. W odpowiedzi posłała mi powątpiewające spojrzenie. Chciała skonfrontować się z rodziną, ale mimo to była niespokojna. I właściwie wcale jej się nie dziwiłam.
Poczułam znajomy dreszcz na plecach i chwilę później dostrzegłam kruczowłosego kilka metrów za barierą. Prześlizgnął po mnie nieodgadnionym spojrzeniem, po czym zatrzymał je na blondynce. Zaskoczony zamarł i otworzył szerzej oczy.
 - Karumi?
 - Cześć. - Przygryzła nerwowo wargę.
 - Nie jesteś już demonem. - Stwierdził po chwili uważnego przyglądania się krewniaczce.
 - To prawda. Jestem znów dragonem. - Potaknęła odważnie spoglądając prosto w oczy kuzyna.
 - Ty to zrobiłaś? - Wbił we mnie swój wzrok. Tym razem wyraźnie dostrzegałam w nich gniew.
 - Zgadza się. - Spokojnie odwzajemniłam jego spojrzenie. - Jednak zaklęcie by nie zadziałało, gdyby Karumi-san tego nie chciała.
Zmarszczył brwi.
 - Mówiłam Ci, że masz darować sobie formę grzecznościową. - Fuknęła na mnie, chwilowo zapominając o młodszym z braci. Potem ponownie skupiła swoją uwagę na demonie. - To, co mówi, to prawda. Chciałam wrócić do mojego dawnego życia. Do świata, którym nie żądzą zasady ustanowione przez zło. - Zamilkła na chwilę szukając odpowiednich słów. - Pomógł mi w tym Sakumo.
Sasuke aż się zapowietrzył.
 - Ten łowca?!
 - Owszem. Jest moim chłopakiem.
 - Zdradziłaś nas! - Uniósł się czarnooki.
 - Nie! Ja... - Pokręciła głową. - Ja znów jestem sobą. Znowu widzę światło. - Dodała szeptem. Szybkim ruchem dłoni starła łzę, która pojawiła się w kącie jej oka. - To wszystko, co chciałam Ci powiedzieć. Ach, nie, jeszcze jedno. Pozdrów Itachi'ego.
Potem odwróciła się, błyskawicznie przemieniła i rozłożyła skrzydła, po czym wzbiła się w powietrze. Moment i jej nie było, nie widziałam nawet jej sylwetki na horyzoncie. Spoglądałam jeszcze chwilę w kierunku, w którym odleciała, po czym wróciłam nim do demona. Sprawiał wytrąconego z równowagi. Nie byłam pewna, czy powinnam z nim iść, gdy targały nim emocje. W końcu jednak postanowiłam zaryzykować.
Zwrócił na mnie swój płonący wzrok. Wzdrygnęłam się. Był jak mroczny, niepokorny wojownik prosto z najgłębszej otchłani piekielnej. Było w tym coś przerażającego i fascynującego jednocześnie. Bez słowa złapał mnie za ramię i przeniósł do swojego gabinetu. Tam, wciąż nie odzywając się nawet słowem, po prostu zasiadł za biurkiem, oparł na nim łokcie, a potem swoje czoło na splecionych palcach. I, ku mojemu zaskoczeniu, widok przygnębionego Uchihy nie sprawiła mi radości czy satysfakcji. Właściwie, to zrobiło mi się nawet głupio.
 - To ja już pójdę. - Mruknęłam.
 - Stój. - Zamarłam. Powoli obrócił się na krześle w moją stronę. - Jak udało Ci się przemienić moją kuzynkę?
 - Użyłam zaklęcia przemiany. Żeby efekt był stały, dorzuciłam coś, co wiązało ją z jej przeszłością. Poza tym Karumi musiała sama tego chcieć.
 - I to wszystko? Żadnych egzorcyzmów? Oczyszczania?
 - Najprostsze rozwiązania zwykle są najlepsze. I ciężej je spartolić.
 - Jak ona się czuje? - Zapytał po chwili niezręcznej ciszy.
 - Na początku była osłabiona i potrzebowała paru dni, by zregenerować siły, ale już jest dobrze. Bez problemu może przybierać smoczą i ludzką formę oraz korzystać ze swoich umiejętności.
 - Rozumiem. - Jego spojrzenie się zamgliło, jakby jego duch chwilowo odłączył się od ciała i zanurzył we wspomnieniach. Potem wrócił do rzeczywistości i odetchnął ciężko. - Dziękuję, że mi powiedziałaś.
 - Nie ma za co. - Położyłam mu dłoń na ramieniu i wysłałam w głąb jego ciała falę rozluźniającą falę energii. - Może wydawać Ci się inaczej, ale nie uważam Cię za wroga, raczej na kogoś zaślepionego przez mrok. Ale Ty też zasługujesz na to, by wiedzieć, co dzieje się z twoją rodziną. - Dodałam uśmiechając się do niego ciepło, po czym opuściłam pomieszczenie.
Już na korytarzu strzeliłam mentalnego facepalma. Co Ci strzeliło do głowy, żeby pocieszać demona?! - pomyślałam z lekkim niedowierzaniem. W końcu jednak pokręciłam tylko głową i ruszyłam przed siebie.

   ~☆~  

Tym razem miałam walczyć z Hidanem. Nie było to ani trochę łatwe, gdyż cały czas mnie rozśmieszał. Tak, rozśmieszał. W końcu jednak udało mi się go dopaść i zakneblować. Z rozbawieniem dostrzegłam, że obserwujący dotąd w milczeniu Pain odetchnął z ulgą.
- Widzisz, żeluś? Własnego szefa męczyła twoja gadanina.
Chciał coś powiedzieć, ale zza ruloniku utworzonego z liści wydobył się jedynie stłumiony bełkot. Ze zmęczonym uśmiechem poklepałam go po ramieniu i chwilę później stanęłam przed Nagato.
- Dobrze Ci poszło. - Pochwalił mnie zadowolony. - Teraz czas, byś przyjęła pełną formę Czarnego Kruka.
Zbladłam.
- Pełną formę? - Powtórzyłam słabo.
Uniósł rozbawiony brwi.
- Czyżbyś się bała?
Jak cholera!
- Skąd. Po prostu się nie spodziewałam.
Nie uwierzył mi, ale również nie skomentował.
- Wracamy na główną salę.
Zmarszczyłam brwi.
- Przecież są tam inne demony.
- Nie widzę problemu. - Otworzył drzwi i stanął w progu. - Za minutę cała sala ma być pusta.
Powiedział to tak cicho, że nie sądziłam, by ktokolwiek był w stanie go usłyszeć. Ku mojemu zdumieniu, w przeciągu zaledwie trzydziestu sekund, pomieszczenie wyglądało jak wymarłe.
- Przywódca nigdy nie powinien się martwić, czy poddani go słyszą. To poddani powinni się martwić, czy usłyszą słowa przywódcy. - Powiedział absolutnie spokojny Pain widząc moją minę.
- Prawdę mówiąc sądziłam, że wszyscy się Ciebie tu boją. Teraz już wiem, że oni Cię tak bardzo szanują, że aż... - Zawahałam się. - ... Czczą.
Rzucił mi zaskoczone spojrzenie, najwyraźniej nie spodziewając się takiej opinii z mojej strony. Zaraz jednak kąciki jego ust uniosły się nieznacznie w wyrazie zadowolenia.
 - Taka metoda jest zdecydowanie skuteczniejsza. Podwładni, którzy się Ciebie boją, mają wysokie tendencje do zdrady. Podwładni, którzy rzeczywiście Cię szanują, ich nie mają.
 - Rozumiem. - Kiwnęłam głową. - O co chodzi? - Spytałam po chwili, gdy demon wciąż uważnie lustrował moją sylwetkę.
 - Źle Cię oceniłem, Haruno.
 - I vice versa.
Chyba się polubiliśmy. Och, no może przesadziłam, ale nie było już między nami niechęci, którą darzyliśmy się na początku.
 - Zaczynamy. Gotowa?
 - A można się na coś takiego przygotować?
 - Nie.
 - Tak, jestem gotowa.
Kąciki jego ust ponownie drgnęły, tym razem z rozbawienia. Potem jednak kazał mi usiąść w pozycji kwiatu lotosu, po czym wymamrotał kilka niezrozumiałych dla mnie słów. Wokół mnie utworzył się krąg z wypisanymi wewnątrz znakami. Wzdrygnęłam się lekko czując siłę bijącą od linii. Zaschło mi w ustach, gdy poczułam lekkie wibracje.
 - Jakieś wskazówki? - Zapytałam lekko spanikowana.
 - Nie trać kontaktu.
Rzuciłam mu zlęknione spojrzenie.
 - A jeśli stracę kontrolę?
 - Tak na pewno się stanie, ale nie przejmuj się. Powstrzymam Cię.
 - A jeśli...
 - Nic nie mów. Poczuj to.
Z twarzy odpłynęła mi cała krew. Trzymaj się, mała. Zapowiada się ostra jazda - rzucił Czarny Kruk, a mnie zrobiło się niedobrze.
Nagle poczułam, jakby ktoś chciał rozerwać skórę na moich plecach na strzępy. Krzyknęłam. Nie siedziałam już na ziemi, w amoku obijałam się od barier utworzonych przez władcę piekieł. Chwilę później ból był tak ogromny, aż przyćmiło moje zmysły. Zaraz jednak brutalnie wróciłam do rzeczywistości, gdy krucze skrzydła zaczęły wyrastać z moich łopatek. W całej sali temperatura gwałtownie zaczęła spadać, a ziemia drżeć. Zerwał się wiatr, który chwilę później utworzył wokół mnie wir. Ten zaś porywał ze sobą odłamki kruszących się kamiennych ścian.
To nie byłam ani ja, ani Czarny Kruk. Była to pierwotna siła, potęga i moc Yang. Przemawiała przez moje ciało, które na tamten moment było pod jej pełnym władaniem. Kojarzycie może odgłos pękającego lodowca? Mniej więcej taki dźwięk ogłuszył mnie i Nagato, gdy krąg pękł.
 - Nie panuję nad tym! - Krzyknęłam zrozpaczona.
 - Nawet nie próbuj! - Odkrzyknął rudowłosy. - Poczuj to!
Posłuchałam. Bo właściwie co innego mogłam zrobić?
Zacisnęłam powieki. Rozsadzająca energia pulsowała w moich żyłach. Rozprzestrzeniała się i uwalniała na zewnątrz. Niszczyła, burzyła i równała z ziemią wszystko, co napotykała po drodze. Wkrótce energia rzuciła się na Paina. Diabeł początkowo bronił się swoją mocą, ale szybko stała się ona bezużyteczna - nie dlatego, że jego umiejętności są słabe. Moc Yin i Yang są dużo starsze, niż moce istot zamieszkujących ziemię i istniały jeszcze przed stworzeniem świata. Dlatego też są w stanie neutralizować sporą część ataków, w tym demonów - a właściwie szczególnie ich, gdyż Yang jest podstawą, surowcem, z którego owa demoniczna moc się wywodzi.
Nagato przyjął formę Białego Kruka. Z jego czarnej koszuli zostało ledwie kilka strzępów, gdy skrzydła wyrosły również z jego pleców. Znaki pokryły jego ręce i klatkę piersiową. Włosy urosły i zmieniły barwę na popielatą. Oczy pozostały jednak takie same - srebrne z czarnymi okręgami i łezkami w środku. Biła od niego nadnaturalna... Nie. Boska aura.
Odpieranie niesprecyzowanych ataków było dla niego dużo łatwiejsze, gdy używał mocy Yin. Widząc go takiego zaczęłam się zastanawiać, czy ja również się tak zmieniłam. Długo jednak nie mogłam tego robić, bo wkrótce musiałam zacząć się bronić. Kłopot polegał na tym, że nie wiedziałam w jaki sposób.
 - Walcz!
 - Nie wiem jak!
 - Nie masz wiedzieć! Masz to CZUĆ!
I poczułam. Ot, tak po prostu. Jakby zamknięte drzwi w mojej głowie niespodziewanie otworzyły się na oścież. Odpowiedziałam atakiem na atak. Walczyliśmy na zupełnie innym poziomie, na jakim kiedykolwiek miałam okazję. Nad niczym się nie zastanawiałam, moje ruchy były instynktowne. Nie miałam pojęcia, ile w tym było wkładu Czarnego Kruka, ile mocy Yang, a ile po prostu mnie.
Wiem natomiast, że cała sala w przeciągu ledwie kilku minut przemieniła się w ruinę. Całość niebezpiecznie drżała w posadach.
 - Dobrze! A teraz pochwyć całą tą energię!
Rozszalała moc w postaci skłębionej, czarnej niczym smoła i nieprzeniknionej niczym głaz mgły okalała moją postać i swawolnie wędrowała po wolnej przestrzeni. Popatrzałam na niego, jak na wariata. Wchłoń ją - podpowiedział Czarny Kruk. Przecież nie zmieszczę jej całej! - oburzyłam się. Zmieścisz. Wiem, że potrafisz - zapewniła istota Yang żyjąca w moim wnętrzu. Próbujesz mnie pocieszyć? - żachnęłam się. Skąd. Ja to po prostu wiem. W końcu znam Cię lepiej, niż ktokolwiek inny. - odpowiedział zirytowany. - A teraz skup się na swoim zadaniu!
Kruk wyjaśnił mi krótko, jak powinnam się za to zabrać. Wkrótce opary wsiąkły przez pory mojej skóry i po smolistej mgle nie pozostał nawet ślad.
 - Udało mi się. - Wydusiłam z siebie.
 - Moje gratulacje. Pierwsza przemiana za tobą.



Przemiana Sakury


Przemiana Paina

1 komentarz:

  1. Czyżby w Sasuke obudziły się ludzkie instynkty i uczucia?. Podoba mi się to mam nadzieje, że mnie zaintrygujesz i że Młody Uchiha odrzuci mrok, który go oślepia. :D O szlak! To było idealne, wspaniałe, przepiękne słowa wypowiedziane przez Pain'a "- Przywódca nigdy nie powinien się martwić, czy poddani go słyszą. To poddani powinni się martwić, czy usłyszą słowa przywódcy. - Powiedział absolutnie spokojny Pain widząc moją minę." - UWIELBIAM takie cytaty! :D Już myślałem, że ta moc rozerwie Sakurę na strzępy ale na szczęście podołała przemianie. Cieszy mnie to że mogłem zobaczyć a raczej przeczytać o jej przemianie i świetne zdjęcia form zarówno Sakury jak i Pain'a. Wszystko co chciałem w tym rozdziale zamieściłaś idealnie i opisałaś to lepiej niż nie jeden znakomity pisarz. :D Kocham czytać to co piszesz bo robisz to idealnie. Wszystko opisujesz tak realistycznie i aż mogę sobie wyobrazić wszystko w głowie. :D Liczę na rozwinięcie się wydarzeń w następnych rozdziałach a na next'a czekam z niecierpliwością. :D

    OdpowiedzUsuń